Show must go on albo fabuła:

Kanaria: zwiastun mrocznej przyszłości wychyla się zza krzaka
Po wydarzeniach, jakich byliśmy świadkami w pierwszej serii, w domu Sakuradów zagościł względny spokój. Jun zaczął przygotowywać się do powrotu do szkoły, a reszta laleczek dalej pasożytuje na Nori. Tylko Shinku nie odczuwa radości, czując żal po utraconej Suigintou, której wspomnienie nawiedza jej sny. Jednak wkrótce okazuje się że Shinku i jej siostrom przyjdzie stanąć przed znacznie bardziej poważnym problemem. Bowiem wraz z pojawieniem się siódmej lalki Rozen Maiden – Barasuishou, okazuje się, że będąca w zawieszeniu Alice game zdaje się zbliżać do ponurego finału. Koniec końców laleczki rzucą się sobie do gardeł, a zwyciężczyni tego pojedynku stanie się Alice, której z niecierpliwością oczekuje Ojciec.
Ogólnie o fabule drugiej serii można powiedzieć, że jest znacznie bardziej mroczna (jak lubię mówić, ma „klimat”), z kilkoma dość interesującymi zwrotami akcji i zaskakującą końcówką. Kolejnym plusem jest danie możliwości zaprezentowania się wszystkim lalkom, jak też bardziej dynamiczne poprowadzenie samej fabuły. Jednak mnie najbardziej przypadło do gustu pokazanie, jak świadomość nieuchronnego i ostatecznego starcia pozostaje w konflikcie z coraz bardziej na siłę podtrzymywanym życiem, jakie Rozen Maiden z Shinku na czele wiodły do tej pory.

Barasuishou: niektóre Rozen Maiden panicznie się jej boją
Laleczki, więcej laleczek, albo postaci:
Na wstępie należy zaznaczyć, że cała akcja skupia się od początku na samych Rozen Maiden, „czynnik ludzki” zaś ograniczając do niezbędnego minimum. Uważam to za dobry pomysł, gdyż odbiór Juna w pierwszej serii był różny. Widz zapewne skupi uwagę na nowych lalkach, które się pojawiają.
Barasuishou bardzo oszczędnie okazuje emocje, co czyni ją trochę straszną dla pozostałych sióstr, niektóre zresztą panicznie się jej boją. Zdaje się mieć też wyjątkowo bliskie relacje z Enju – osobą, którą Rozen Maiden uważają za Ojca. Nasza laleczka jest ogólnie silniejsza od większości pozostałych Rozen Maiden, i tylko Shinku może z nią rywalizować.
Kanaria uważa siebie z kolei za najinteligentniejszą ze wszystkich Rozen Maiden i owo „uważa siebie” pozostawmy jako komentarz. Na początku jest bardzo bojowa i pewna siebie, ale szybko dochodzi z pozostałymi Rozen Maiden do porozumienia. Ogólnie ta postać wnosi sporo humoru do anime.
Dwie główne antagonistki z pierwszego Rozen Maiden także przeszły dość istotne przemiany. Shinku zrozumiała, jak wielką stratą była dla niej śmierć Suigintou, przez co straciła wszelką ochotę, by stać się Alice, zadowalając się tym co ma.
Suigintou po tym, jak została przywrócona do życia, spotkała swoje pierwsze medium – śmiertelnie chorą dziewczynkę o imieniu Megu. Dzięki temu nasza furiatka z pierwszego sezonu zyskuje bardzo ciekawe i nadzwyczaj delikatne drugiej oblicze, postanawia bowiem dziewczynkę uleczyć, w tym celu musi jednak zebrać wszystkie Rosa Mystica. Dość powiedzieć, że zostało to na tyle fajnie przedstawione, że kilka razy się wzruszyłem. O ile po pierwszym sezonie bardzo polubiłem Suigintou, to po drugim uważam, że jest to najciekawsza żeńska postać w anime, jaką widziałem do tej pory.
Co do pozostałych lalek nie zauważyłem istotniejszych zmian.

Wpływ Megu na Suigintou jest najlepszym przykładem, że muzyka łagodzi obyczaje. Może laleczka powinna sobie sprawić mp3?
Grafika i Muzyka:
Graficznie obie serie Rozen Maiden zdają się niewiele różnić. Mam jednak wrażenie, że poprawie uległy tła oraz zwiększono ilość klatek animacji, przez co pojedynki między Rozen Maiden wyglądają ogólnie lepiej.
Zmiany w muzyce są już bardziej zauważalne, choć wszystkie nowe utwory utrzymano w podobnej stylistyce, co w pierwszej serii. Z nowych kompozycji zwróciła moją uwagę śpiewana przez Megu „Madoka” – spokojna i przyjemna, a zarazem smutna piosenka oraz „Kamp” (niestety pojawia się tylko raz w czasie całego anime). Ogólnie zarówno stare jak i nowe utwory dobrze podkreślają to, co dzieje się na ekranie, zwłaszcza bardziej dramatyczne momenty. Dobry i klimatyczny opening znowu został przygotowany przez Ali Project.

Na Kremlu też oglądali Rozen Maiden: Träumend
Podsumowanie:
Rozen Maiden: Träumend to dobra kontynuacja pierwszej serii. Do gustu nie przypadła mi trochę końcówka, gdzie nasze laleczki zamiast walczyć trochę się rozgadały, a Jun zaczął się bawić w mediatora godzącego zwaśnione strony – chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Poza tym jeśli komuś nie spodobał się pierwszy sezon to i w drugim nie ma czego szukać, zresztą oglądanie Träumend bez zapoznania się z pierwszą serią nie ma za bardzo sensu.
Jarek1985
Technikalia:
Gatunek: dramat, komedia, zjawiska nadprzyrodzone
Produkcja/Studio: Nomad
Reżyseria: Kou Matsuo
Liczba Odcinków: 12
Rok produkcji: 2005/06



